Wiedeń z zewnątrz

Długo wahałam się czy o Wiedniu w ogóle pisać. Byliśmy, widzieliśmy i odhaczyliśmy z listy europejskich stolic. I to właściwie byłoby na tyle. No może poza tym, że Tomasz się trochę wzruszył.
Wiednia w naszych planach nie było ani na ten rok ani na następne dziesięć lat. Po prostu nasz ulubiony przewoźnik autokarowy wycofywał się z polskiego rynku co wiązało się z wyprzedażą biletów. I to był taki trochę uśmiech przez łzy.
Bilet w jedną stronę kosztował nas tyle co duże frytki w McDonaldzie a komfort podróży był (w czasie przeszłym niestety) 10/10. A kto jeździł ten wie, że w środku był nawet automat z gorącą czekoladą.
Ja rozpaczam do dziś.


Z autokaru wysiedliśmy chwilę po 6 rano, tuż obok Ernst Happel Stadion. Uff, odhaczone.
Z promieniami wschodzącego słońca na twarzach dreptaliśmy przez alejki parku o bliżej nieznanej mi nazwie.
Pierwszy punkt zwiedzania to budynek austriackiego artysty który zasłynął jako organizator paryskich manifestów wygłaszanych nago. A przy okazji zasadził na świecie sześćdziesiąt tysięcy drzew i nawoływał do ratowania wielorybów, mówiąc, że człowiek jest tylko gościem natury. Mnie się to podoba.
Dom Hundertwassera może nie powala na kolana urodą, ale z pewnością jest elementem wyróżniający się na tle innych budynków.

IMG_0699

IMG_0697

Po przerwie na naleśnikowe śniadanie autorstwa mamy Tomka (było pycha, dziękujemy!) stajemy pod katedrą św. Szczepana. Wznosi się pośrodku Stephansplatz już od ponad 800 lat i dumnie reprezentuje się jako jeden z symboli Wiednia, przy okazji widnieje też na austriackiej monecie 10-centowej.

IMG_0703

IMG_0723

IMG_0717

Snujemy się po Innerstad, najstarszej części miasta. Mijamy witryny sklepowe a w nich wszechobecne filiżanki, pocztówki, koszulki i co tam jeszcze chcecie z podobizną Mozarta.
Zatrzymujemy się pod znaną na całym świecie Hiszpańską Szkołą Jazdy gdzie do białych ogierów gdy już ukończą wieloletnią naukę, mówi się „profesorze”.

IMG_0700

IMG_0739

IMG_0738

IMG_0765

IMG_0769

Zaliczamy kolejne punktu mieszczące się na wiedeńskim ringu, czyli jednej z najbardziej reprezentacyjnych ulic stolicy Austrii. Odhaczamy Muzeum Historii Sztuki, Teatr Zamkowy i budynek parlamentu który naśladuje sztukę starożytnej Grecji.
Docieramy na Plac Ratuszowy gdzie czynne jest jeszcze lodowisko, co prawda w większości to już basen, ale najwytrwalsi dzielnie walczą.
Zjadamy najdroższą rurkę z bitą śmietaną w życiu i z ulgą spoglądamy na zegar ratusza.
Dochodzi godzina 14, co oznacza otwarte drzwi w naszym hostelu!

IMG_0797

IMG_0819

IMG_0815

IMG_0823

Po drzemce wybraliśmy się jeszcze do najstarszego parku rozrywki na świecie. Zapowiadało się dużo atrakcji i wrzasków a szturchnęło nas tylko rozczarowanie, bo równo z naszym wejściem atrakcje zaczynały gasnąć. Nic nowego.

IMG_0875

IMG_0853

Ostatnie wolne godziny poprzedzające nasz wyjazd poświęciliśmy na muzeum nie widniejące w przewodnikach. A dokładnie Hemp Embassy. Muzeum ma formę edukacyjną i mieszczą się w nim żywe eksponaty- rośliny konopi na wszystkich etapach kwitnienia. Ja dowiedziałam się też tego jak wzruszyć swojego chłopaka.
W każdej z gablot wykonanych z grubego szkła, znajduje się inna odmiana konopi od początku jej kwitnienia aż do stanu dojrzałości, kiedy musi zostać ścięta. Przy każdej z nich widnieją szczegółowe informacje dotyczące stężenia THC i CBD czy też pochodzenia genetycznego.
Rośliny można nie tylko oglądać, ale także wąchać a w mieszczącym się obok sklepiku zaopatrzyć w przeróżne kosmetyki, maści czy produkty spożywcze z domieszką konopi.

IMG_0897

IMG_0896

IMG_0913

IMG_0914

Wiedeń zwiedzaliśmy z zewnątrz. Ze względu na czas i ze względu na budżet który nadal pozostawał w zakresie powiększonego zestawu z maka. Może gdybyśmy zajrzeli głębiej wrażenia byłyby inne.
W stolicy Austrii spędziliśmy 17 godzin spacerując, w dniu powrotu zobaczyliśmy jeszcze Belweder i zmarzliśmy nad kanałem Donaukanal.
Nic nie wywarło na nas większego wrażenia, poza sygnalizacją świetlną. Neutralną postać zmieniono na pary. Heteroseksualne i homoseksualne, w obu przypadkach, a dopełnieniem jest serduszko które uzupełnia wizerunek każdej pary.
Zmiana ma promować tolerancję w Wiedniu i zwracać uwagę kierowców, co miałoby skutkować większym bezpieczeństwem na przejściach dla pieszych.

IMG_0922

 

  • Ja Zwykła Matkaa

    Serdecznie polecam zoo wiedeńskie, najstarsze w Europie. Robi cudowne wrażenie, winiarnie na Kaltenbergu itd.

    • Natalia

      My akurat jesteśmy z tych antyzoo, ale winiarnie na pewno przy okazji odwiedzimy 🙂

  • Sandra Kurzawa

    Musze przyznac ze Wiednia tez nigdy nie bylo na mojej liscie 🤔 ale zdj sa piekne 😍 ta katedra… ale i tak najlepsze sa tak tanie bilety 😂 przyrownanie ceny do frytek to mistrzostwo

    • Natalia

      Jak tylko trafi się okazja polecam zamienić frytki na Wiedeń, zdrowiej wychodzi 🙂

  • Heavenly Gorgeous

    W Wiedniu jeszcze nigdy nie byłam, tyle co wróciłam z Paryża i jestem oczarowana, dosłownie. Widzę jednak, że Wiedeń trzeba dopisać do swojej listy miejsc „do zobaczenia”
    H&G

    • Natalia

      A mnie się właśnie Paryż podobał! Choć mocno obawiałam się syndromu paryskiego. Wiedeń na pewno jest bogaty architektonicznie i to bogactwo widać już z zewnątrz.

  • Moja teściowa była w Wiedniu, a ja wciąż o nim marzę 🙂 Jak o wielu miejscach 🙂

  • Przyjemnie wspominam spotkanie z Wiedniem, czas byłoby je odświeżyć. 🙂

  • Ewa Zagawa

    I tak we wszystkich sygnalizatorach pozmieniali pojedyncze figurki na pary? Niesłychane 🙂

    • Natalia

      Tylko na 50, ale i tak robi wrażenie 🙂