Trudne początki, Sri Lanka

Sri Lanka to piękny kraj. Piękny kraj kiedy podróżujesz z biurem podróży, w klimatyzowanym autobusie i jedyne co widzą Twoje oczy to atrakcje turystyczne. Albo tylko tyle chcą widzieć. Sri Lanka jest brudna, biedna i smutna.

Po pięcio godzinnym locie z lotniska w Sharjah lądujemy w Negombo o tutejszej trzeciej rano. Z przygotowaną już wizą, którą kupiliśmy kilka miesięcy wcześniej idziemy posłusznie za kolejką po stempelek. Pani ziewając i przecierając oczy ze znużenia cofa nas do wypełnienia broszurek wjazdowych. I tu zaczyna się walka bo z samolotu wysiada jakieś 190 osób a przy stolikach jest 5 długopisów w tym jeden nie piszący. Po kilku okrążeniach i przekleństwach udaje nam się legalnie przekroczyć lotniskowe bramki Cejlonu.
Zamawiamy transport poprzez aplikację PickMe, zanim pojawi się nasz kierowca – Suresh, odrzucamy jakieś 20 propozycji od osaczających nas taksówkarzy. Wsiadamy do bryki, Tomek kolana ma gdzieś w okolicy brody, leci remix Shakiry a kierowca daje nam dwie opcje do wyboru. Albo płacimy extra money i jesteśmy na miejscu za 30 minut albo płacimy tyle ile pokazuje aplikacja i na dworcu pojawimy się za 2 godziny. W międzyczasie dochodzi do demonstracji ruchu drogowego na Sri Lance kiedy to jeden z kierowców wysiada z auta stojącego przed zamkniętym przejazdem kolejowym i macha wszystkim innym aby przejeżdżali. I my też przejeżdżamy pod tym szlabanem. W głowie spisuje już testament z mojego znikomego dorobku życiowego i bez zająknięcia wybieram opcję za dopłatą.
Kierowce żegnamy z ulgą i kierujemy się na poszukiwanie kas biletowych próbując nie potknąć się o śpiących dookoła ludzi.
Chyba zaczynam wyglądać słabo, Tomasz zabiera mój plecak i kupuje bilety w 1 klasie. Tak, kupiliśmy bilety w 1 klasie za całe 9 złotych od osoby. Niezłe białasy z nas.
Jestem osobą otwartą na świat, tolerancyjną i jednocześnie też będącą pierwszy raz w życiu gdzieś dalej niż hiszpańskie wybrzeże. Zmęczenie, kilkukilogramowy plecak, tropikalna temperatura, szaleni kierowcy, hałas, ludzie śpiący na każdym wolnym skrawku ziemi i szwendające się między nimi bezdomne psy.
Pokonanie trasy pociągiem to rzekomo atrakcja turystyczna sama w sobie. Nie wiem, nie widziałam, przez skromne 200 kilometrów które pokonywaliśmy dokładnie 10 godzin cały czas padał deszcz.

IMG_8457

IMG_8425

IMG_8409

IMG_8418-side

IMG_8422

ELLA

Na naszej stacji wysiedliśmy my i kilku białych ludzi. Kiedy szliśmy główną i właściwie jedyną drogą tej małej wioski położonej w górach mijaliśmy białych ludzi. W knajpach siedzieli biali ludzie. I wtedy zrobiło nam się lepiej, wiecie, że nie jesteśmy sami w tej dżungli i jakoś tak raźniej. Teraz wiem, że gdzie byś nie poszedł i tak spotkasz turystę. I to nie jest dobre.
Zameldowaliśmy się w noclegu o wdzięcznej nazwie The Tea View, jaki był ten view zobaczyć możecie sami, ale ogólnie polecamy. Była moskitiera, miły właściciel i dziura zamiast okna w łazience.
Po pierwszym dniu pełnym wrażeń wyskoczyliśmy obejrzeć mecz przy świecach. Jak jest mecz to jest też lokalne piwko. I lekka konsternacja bo dostajemy imbryk zamiast zimnego kufla. Pan kelner porozumiewawczo się uśmiecha z uniesionymi kciukami ku górze. A jak któryś raz wybiega za lokal i wraca z workiem pełnym Lion’a zaczynamy rozumieć o co kaman. Sprytne.

IMG_8698

IMG_8700

ELLA ROCK

Tory na Sri Lance nie służą tylko do tego żeby jeździły po nich pociągi, robią za chodnik którym dzieci wracają ze szkoły, dorośli idą do pracy a turyści maszerują na Ella Rock.
Moment zawahania nad rozwidleniem dróg i mapą był błędem który szybko podłapała przechodząca kobieta, niby tak tylko machnęła w którą stronę powinniśmy się kierować a na końcu trzeba było wyciągać 1000 rupii i podziękować za towarzystwo.
Trochę nam było głupio że tak łatwo się daliśmy, z drugiej strony ktoś właśnie zarobił na obiad dla całej rodziny.
Wchodząc na górę można się zasapać, fakt. Nie powiem że nie warto, ale to nie jest widok który powala na kolana i duma Cię rozpiera że własną siłą i potem tu dotarłeś.
Na szczycie oczywiście jest cały bazar z butelkowaną wodą, świeżym kokosem którego wyrzucić możecie w krzaki obok i nikt Wam nic (niestety) nie powie. Jest też opcja wzięcia tuk tuka z powrotem do miasta jakby opuściła Was ochota na zjeżdżanie zadkiem po wystających korzeniach.
Kawałek dalej jest drugi punkt widokowy i schowany pod skałą Budda. To fajniejsza miejscówka, jest mniej ludzi, mniej naganiaczy i więcej miejsca do poleżenia na skałce.

IMG_8526

IMG_8527-side

IMG_8523

IMG_8512-side

IMG_8560

LITTLE ADAM’S PEAK

Droga prowadzi przez pola herbaciane gdzie zaczepia nas kobieta w wieku mojej babci z workiem liści przy nodze. Prosi żeby pomóc jej zarzucić go na głowę. W Tomku budzi się dżentelmen i gestami przekazuje że on jej ten worek zaniesie. Pani rozbawiona, dżentelmen sapie, stęka i po czterystu metrach wymięka. Jak one to robią? Nie wiem.

IMG_8608

IMG_8579-side

IMG_8584

Dochodzimy do schodów prowadzących na szczyt i rozglądamy się za śmietnikiem co by to porzucić pudełka po lodach. Śmietnika nie widzimy, za to są pouczające napisy namawiające do dbania o środowisko. Zagadujemy do tutejszych mężczyzn odpoczywających pod drzewem którzy uspokajają nas, że oczywiście śmietnik jest. Pan prowadzi nas kawałek dalej i wskazuje na krzak. No nie jestem przekonana. Koniec końców kubeczki zostawiamy pod kamykiem i postanawiamy po nie wrócić przy zejściu.
Droga na górę prowadzi po wąskich stopniach gdzie trzeba zręcznie wymijać się z innymi odwiedzającymi.
Na miejscu tłum, wiatr taki że łeb urywa i oczywiście wałęsające się psy. Są trzy punkty widokowe i z każdego obejrzeć możecie ten drugi, trudniejszy szczyt – Ella Rock.
Wiatr spycha nas w dół i przy ostatnich stopniach zwalniam oglądając się za Tomkiem bo Pan który kilkadziesiąt minut temu kazał nam śmieci wyrzucić w krzaki właśnie spogląda na mnie w przebraniu podobnym do policjanta. Trochę zaczynam się stresować tą przemianą i zastanawiam się jak wysokie są mandaty za śmiecenie. O ile w ogóle istnieją. No ale Pan mówi, że all is good więc zabieramy nasze śmieci i zmykamy do domku.

IMG_8612

IMG_8619-side

IMG_8638

IMG_8640

Pierwszy raz na Sri Lance i w ogóle w Azji był trudny. Można coś obejrzeć w internecie, telewizji i zaraz o tym zapomnieć. Przebywać w miejscu gdzie ludzie śpią na ulicy a ich wypłaty wynoszą tyle co buty które masz na sobie to co innego. W miejscu z cennymi elementami natury gdzie śmieci rzucane są gdziekolwiek a potem palone tuż obok Ciebie.
Mnie w wielu miejscach i sytuacjach brakowało słów i to nie był zachwyt.
Ella to najmniejsza miejscowość jaką odwiedziliśmy na wyspie a równocześnie ta w której było najwięcej podróżujących. Nie są to ludzie z zorganizowanych wycieczek i biur podróży a jednak backpackersi którzy musieli się trochę natrudzić żeby tu dotrzeć. I to buduje klimat.

LIPIEC 2018
error:
error: