Tam gdzie marzenia się spełniają, Chessy

Planując podróż do Paryża 3 miesiące wcześniej wizyta w Chessy nie była w żaden sposób brana pod uwagę. Żadne z nas nie marzyło o tym od dziecka, nikt nie zazdrościł tym którzy wyjeżdżali na wycieczki szkolne, nie wklejaliśmy też swoich twarzy na obrazki z myszką Miki. Ja na pewno nie a Tomasz możliwe, że zgrywał twardziela.

Tydzień przed wyjazdem do Paryża Disneyland stał się największym marzeniem mojego życia.
Zgodnie zrezygnowaliśmy z wjazdu na najwyższe piętro wieży Eiffla i w zamian za to gdzieś między przesiadką z jednego autobusu w drugi, w drodze do pracy kupiłam bilety otwierające bramę do spełnienia marzeń.
Bo co to za widok na Paryż kiedy nie ma w nim najbardziej charakterystycznego punktu. Tak właśnie sobie to tłumaczyłam.

W dniu tego wielkiego wydarzenia, wstaliśmy rano w tak dobrych humorach jak tamtejsze croissanty.
Z uśmiechami na twarzy skasowaliśmy bilety umożliwiające przejazd kolejką podmiejską i odliczaliśmy minuty do jej przyjazdu.
I wtedy w mojej głowie zabrzmiał głos nauczonego miesiącami doświadczeń, roztropnego towarzysza wspólnych podróży.

„A bilety to Ty wzięłaś?”

I jakiś taki dziwny grymas pojawił się na mojej twarzy.
Bo przecież trzy różne aparaty wzięłam, bluzę z Myszką Miki na trzydziestostopniowy upał też, więc kto by myślał o jakichś biletach wstępu do Disneylandu? Ja nie.

Kolejna godzinę przeczekałam na dworcu w Paryżu co to by ten bilet na kolejkę nie przepadł a Tomasz nabijał kilometry wracając do domu po cenny papierek. Mój Ci on!

Schodząc po schodach stacji La Defense wiedzieliśmy, że jesteśmy w dobrym miejscu.
Większości osób oczekujących na pociąg wyrosły mysze uszy albo co najmniej kacze dzióbki, przed nosem przebiegło nam kilka Kopciuszków a na ekranie informacyjnym pojawiła się uśmiechnięta Myszka Miki.
Wysiadając na ostatnim przystanku kursującego pociągu nie będziecie musieli nawet podążać za tłumem, bramy świata bajek pojawią się tuż po opuszczeniu stacji.

IMG_6388

IMG_6399

Pierwsze uczucie? Oczopląs. Jedną z ulubionych atrakcji przy wyjeździe do innego kraju jest dla mnie zwiedzanie tamtejszych sklepów i oglądanie produktów codziennego użytku. A tutaj… W każdym choć odrobinę innej magii.

Drugie uczucie? Jak na prawdziwe dzieci przystało – głód.

IMG_6425

IMG_6427

Ku uciesze Tomasza porzuciliśmy zakupowe szaleństwo na Main Street U.S.A. Przerażeni tutejszymi cenami frytek i innych pełnowartościowych posiłków pognaliśmy w kierunku Dzikiego Zachodu. Gdzieś na uboczu odnaleźliśmy stodołę z muzyką country na żywo i wegetariańskim burgerami w ofercie który później okazał się jednym z lepszych jakie jadłam w życiu.

IMG_6448

Dzięki mojej błyskotliwości zawarliśmy też nową znajomość z kelnerką, widząc polskie imię na plakietce zakomunikowałam

„Tomasz chce mi się siusiu”

I tak oto nasza mapa wzbogaciła się o kreski i koła odkrywające najlepsze atrakcje Disneylandu, niezłe co?

Nie lubię kolejek górskich, karuzel czy diabelskich młynów. Nie lubię parków rozrywki w ogóle i technologii nad którą nie mam kontroli też. Tylko że warunkiem wyjazdu do Disneylandu była moja obecność w każdej atrakcji którą będzie chciał zaliczyć Tomasz. Jak to mówią – nie chcę, ale muszę.

Na pierwszy ogień poszedł rollercoaster Indiana Jones’a, w kolejce czekaliśmy 40 minut a to wystarczająco dużo czasu aby się zestresować, spocić ze strachu i obmyślić plan ucieczki. Na szczęście Disneyland na takich jak ja ma system bramek i płotków które skutecznie uniemożliwiają wycofanie się z kolejki.
Wsiedliśmy do wagonika, złapaliśmy się za dłonie i za chwilę było po wszystkim. Tomasz wysiadł ociekający szczęściem a ja z uśmiechem pełnym ulgi i chyba nawet zaczynało mi się podobać.

IMG_6456

page3

IMG_6473

page1

IMG_6465

page

IMG_6468

Zgubiliśmy się w kilku labiryntach i kolorowych światach a kiedy stanęliśmy w kolejce do Autotopii zaczęła się wojna o to kto poprowadzi stylowe auto z lat 50tych. Trwała ona tak długo jak długa była kolejka a że mądrzejszy zawsze ustępuje to nie miałam innego wyjścia jak zająć fotel pasażera. I wcale nie było mi szkoda bo jak się okazało pojazd prowadziło się ciężko i okropnie wolno.

IMG_6509

1

IMG_6527

2

Pognaliśmy na paradę największych osobistości bajek Disneya, Tomasz zajął miejsce na uboczu w cieniu a ja wytrwale i uparcie dokumentowałam cały spektakl w jednym ręku trzymając telefon a w drugim aparat. Takich cudów to moje oczy w życiu nie widziały, no może poza tym jednym – kierowcą.

IMG_6435,

IMG_6631

IMG_6647

IMG_6613

Gdy Tomasz usłyszał że jego bohater dzieciństwa potrzebuje pomocy by pokonać nikczemnego Imperatora Zurga i ma możliwość dołączenia do elitarnej jednostki Strażników Kosmosu z rękawa wyciągnął fastpassa. W dwuosobowym wagoniku każdemu przysługuje jedno uzbrojenie – laser. Mój towarzysz był tak przejęty swoją rolą że potrzebował aż dwóch.

IMG_6522

IMG_6582

IMG_6577

IMG_6579

Disneyland nie jest duży a na wejściu wziąć ze sobą możecie mapę całego obiektu. Mnogość krętych ścieżek, labiryntów, ukrytych przejść i tuneli doprowadziło jednak do tego że po całym obiekcie nabiliśmy na licznik prawie 20 kilometrów.